Witam,
Od dwóch lat borykam się z pętlą zadłużeń. Na pewno z własnej głupoty i "miękkiego serca", wziąłem na siebie pomoc bliskim osobom, będąc w lepszej sytuacji materialnej. Jednak od końca 2012 roku sytuacja zaczęła się stopniowo pogarszać.
Do kredytów bankowych doszły problemy z chwilówkami i kartą kredytową, z których korzystałem gdy już na prawdę nie miałem za co kupić jedzenia czy dopłacić za mieszkanie.
W obecnej chwili mam kredyt w Eurobanku, jakieś 15.5 tysiąca kapitału jeszcze do spłaty. Z nim jest łatwiej bo na razie do czerwca 2021 mam zmniejszoną ratę.
Chwilówki przeterminowane spłacam po 50-150 złotych miesięcznie, staram się cały czas coś dopłacać żeby nie rosło.
Z kartami kredytowymi (wypowiedzianymi) jest tego około 9 tysięcy.
Najgorszy problem z wypowiedzianą umową z BZ WBK, należność już zgłoszona do komornika, około 29 tysięcy z kosztami.
Uprzedzając pytania, wszędzie starałem się rozmawiać, dopłacać na ile mogłem jednak miesięczne zarobki musiałem dzielić na wielu wierzycieli a najgorsze, że jeszcze 2-3 lata temu nie myślałbym co to jest pętla kredytowa. N.p. BZ nie
chciał innego sposobu jak 1/3 zobowiązania, dopiero wtedy restrukturyzacja. Nie miałem skąd zdobyć tych pieniędzy.
Kolejny problem to mieszkanie, którego jestem właścicielem w teorii. Jest to mieszkanie mamy, ustanowiona jest służebność. Sęk w tym, że nie mogę dopuścić, żeby straciła to mieszkanie przeze mnie. Na razie myślę o darowiźnie tylko nie wiem czy jest możliwość przepisania bez obdarowanego. Mama będzie w kraju przed samym Bożym Narodzeniem i boję się, że będzie za późno.
To jest najgorsze, bo jeśli by chodziło tylko o mnie, to już bym zrezygnował z pracy (z wielkim bólem bo wiele zawdzięczam szefowi), wymeldował się i wyjechał za granicę.
Oczywiście, z moją historią i ustanowioną służebnością bank mi nie da kredytu pod to mieszkanie żebym spłacił najpilniejsze zobowiązania. A u lichwiarzy nie mogę zaryzykować mieszkania.
Zarabiam 2500 zł netto, na opłaty wydaję 600-700 złotych. Na życie tyle ile mi zostaje, to mało ważne.
Dodam, że mam prywatną wierzytelność, 6000 zł, jednak mimo tego, że dłużnik nie zaprzecza, nie jestem w stanie odzyskać tych pieniędzy. Umowa ustna, mimo, że wiele osób o niej wie to jednak w większości rodzina tej osoby. Żadne kancelarie windykacyjne nie chciały się tym zająć.
Czy ktoś widzi jakieś szanse?
Z góry dziękuję za odpowiedzi.
Od dwóch lat borykam się z pętlą zadłużeń. Na pewno z własnej głupoty i "miękkiego serca", wziąłem na siebie pomoc bliskim osobom, będąc w lepszej sytuacji materialnej. Jednak od końca 2012 roku sytuacja zaczęła się stopniowo pogarszać.
Do kredytów bankowych doszły problemy z chwilówkami i kartą kredytową, z których korzystałem gdy już na prawdę nie miałem za co kupić jedzenia czy dopłacić za mieszkanie.
W obecnej chwili mam kredyt w Eurobanku, jakieś 15.5 tysiąca kapitału jeszcze do spłaty. Z nim jest łatwiej bo na razie do czerwca 2021 mam zmniejszoną ratę.
Chwilówki przeterminowane spłacam po 50-150 złotych miesięcznie, staram się cały czas coś dopłacać żeby nie rosło.
Z kartami kredytowymi (wypowiedzianymi) jest tego około 9 tysięcy.
Najgorszy problem z wypowiedzianą umową z BZ WBK, należność już zgłoszona do komornika, około 29 tysięcy z kosztami.
Uprzedzając pytania, wszędzie starałem się rozmawiać, dopłacać na ile mogłem jednak miesięczne zarobki musiałem dzielić na wielu wierzycieli a najgorsze, że jeszcze 2-3 lata temu nie myślałbym co to jest pętla kredytowa. N.p. BZ nie
chciał innego sposobu jak 1/3 zobowiązania, dopiero wtedy restrukturyzacja. Nie miałem skąd zdobyć tych pieniędzy.
Kolejny problem to mieszkanie, którego jestem właścicielem w teorii. Jest to mieszkanie mamy, ustanowiona jest służebność. Sęk w tym, że nie mogę dopuścić, żeby straciła to mieszkanie przeze mnie. Na razie myślę o darowiźnie tylko nie wiem czy jest możliwość przepisania bez obdarowanego. Mama będzie w kraju przed samym Bożym Narodzeniem i boję się, że będzie za późno.
To jest najgorsze, bo jeśli by chodziło tylko o mnie, to już bym zrezygnował z pracy (z wielkim bólem bo wiele zawdzięczam szefowi), wymeldował się i wyjechał za granicę.
Oczywiście, z moją historią i ustanowioną służebnością bank mi nie da kredytu pod to mieszkanie żebym spłacił najpilniejsze zobowiązania. A u lichwiarzy nie mogę zaryzykować mieszkania.
Zarabiam 2500 zł netto, na opłaty wydaję 600-700 złotych. Na życie tyle ile mi zostaje, to mało ważne.
Dodam, że mam prywatną wierzytelność, 6000 zł, jednak mimo tego, że dłużnik nie zaprzecza, nie jestem w stanie odzyskać tych pieniędzy. Umowa ustna, mimo, że wiele osób o niej wie to jednak w większości rodzina tej osoby. Żadne kancelarie windykacyjne nie chciały się tym zająć.
Czy ktoś widzi jakieś szanse?
Z góry dziękuję za odpowiedzi.